5 rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach

Ostatnio w mojej szafie dzieje się rewolucja. Pozbywam się ubrań, których nie noszę, wymieniam na nowe. Przez długi czas myślałam, że nie jestem w stanie tego dokonać i pozbyć się tego wszystkiego, a wystarczyła pomoc kogoś stanowczego. Z tego, że planuję trochę odświeżyć moją garderobę trochę chodzę po sklepach. Wiadomo, idziemy do galerii handlowej, więc idziemy do sieciówki. Nie oszukujmy się żaden przeciętny człowiek nie może pozwolić sobie na ubrania od Prady.  Są jednak rzeczy, które denerwują mnie w sieciówkach.
1. Nachalna obsługa.
Na szczęście nie występuje to w każdym sklepie i zdarza mi się sporadycznie. Jednak kiedy już się zdarza bardzo tego nie lubię. Chodzi o nachalną obsługę. Kiedy idę do sklepu chciałabym najpierw sama sobie pooglądać, poszukać tego co potrzebuję. Nie lubię być już od wejścia atakowana ofertami i tak dalej. Raz zdarzyło mi się nawet, że wybierałam spodnie a sprzedawczyni tak bardzo chciała się mną zaopiekować, że aż zaniosła mi wszystko do przymierzalni. Wiecie to z jednej strony jest dobre, że obsługa się angażuje, ale kiedy sprzedawczyni stoi pod przymierzalnią i co chwilę pyta czy spodnie są ok, ja czuję taką presję, że na 99% nic tam nie kupię.
2. Naklejki.
Sieciówki stosują swoje zabezpieczenia przed kradzieżą, wszystko jest magnesowane i jeśli tego nie usuną jest potem problem. Kupiłam kiedyś torebkę w jednej z sieciówek, wszystkie zabezpieczenia niby były usunięte, ale jednak za każdym razem gdy wchodziłam do jakiegoś sklepu bramki piszczały. W większości sklepów i tak nikt na to nie zwraca uwagi (co dziwne, bo przecież po coś one są), ale jednak to trochę dyskomfort. Kiedy zaniosłam torebkę z powrotem do sklepu sprzedawczyni powiedziała mi, żebym poszukała pod podszewką naklejki, która powoduje piszczenie bramek. W domu rozprułam torebkę i faktycznie głęboko była ukryta biała nalepka wielkości małej łyżeczki. To już trochę zbyt duże zabezpieczenia, nie uważacie?
3. Oszukiwanie na obniżkach.
Często kupuję ubrania na wyprzedażach, bo czemu by nie kupić czegoś fajnego po niższej cenie? Z natury jestem ciekawska więc zawsze w domu odklejam wyprzedażową metkę i sprawdzam jaka była pierwsza cena. Niestety sieciówki żerują na nas i tylko pozornie robią wyprzedaże. Już kilka razy zdarzyło mi się, że cena była po przecenie większa niż poprzednio (w tym samym sklepie), a raz że pierwsza cena była zamazana, że nie dało jej się odczytać.
4. Płacimy za metkę.
No niestety nie oszukujmy się, często jest tak, że płacimy za metkę. Cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Oczywiście nie można powiedzieć, że wszystko jest złe, ale złotym środkiem jest uczenie się na własnych błędach. Jeśli raz kupimy jakąś rzecz w danym sklepie, wiemy, żeby więcej nie kupować już tam tego typu ubrań.
5. Muzyka.
Zakupy powinny być przyjemnością, ale kiedy wchodzę do sklepu i nie słyszę własnych myśli przez dudniącą muzykę mam ochotę jak najszybciej stamtąd wyjść. Na szczęście nie we wszystkich sklepach tak jest.
Mimo, że i pewnie Was sieciówki bardzo denerwują to nic z tym nie zrobimy. I tak tam będziemy kupować i tak. Można przerzucić się na second handy, ale tam nie zawsze znajdziemy to czego akurat szukamy.
Co Was denerwuje w sieciówkach?

Dodaj komentarz