Świąteczny Kraków

Jest niedziela, późne popołudnie. Razem z moją współlokatorką siedzimy i uczymy się do kolokwiów, przypominam sobie, że przecież miałam zrobić zdjęcia na bloga! Wiem, że w tygodniu nie będę mieć na to czasu-nawet w przedświątecznym tygodniu nas nie oszczędzają…
-Chodź porobimy zdjęcia- mówię do niej. Nie jest przekonana, ale argument „kupimy sobie obwarzanki” zawsze działa.
Naszą podróż zaczynamy od jazdy tramwajem numer cztery. W drodze na przystanek mijamy mikołaja-pozytywkę, który stoi przed sklepem spożywczym i „śpiewa” Jingle Bells. Jadąc tramwajem przemierzamy krakowskie ulice, które wcale nie zwiastują świąt. Gdzie niegdzie lampki na sklepowych wystawach i tyle.
Wysiadamy na przystanku Dworzec Główny i tam kierujemy się w stronę znanego i w tym czasie chyba najbardziej rozświetlonego punktu Krakowa. Mowa oczywiście o Galerii Krakowskiej. Trwa tam teraz kiermasz adwentowy, więc jest dużo ludzi. No dobra nie oszukujmy się, tam ZAWSZE jest dużo ludzi. Na kiermaszu możemy znaleźć praktycznie wszystko. Od przesłodkich swetrów z reniferem po apetycznie wyglądające owoce w czekoladzie. Gdzieś po drodze unosi się zapach grillowanej kiełbasy i grzańca. Mini lodowisko o tej porze jest pełne ludzi. Na kiermaszu nie zaznasz spokoju. Ciągle przewijają się tłumy ludzi, którzy gdzieś jadą, a może już wracają. Jedno jest pewne, stoi tam chyba największa choinka w Krakowie.Robię zdjęcia, a moja współlokatorka ciągle się gdzieś gubi w tłumie. Kiedy opuszczamy plac kiermaszu mamy zamiar skierować się w stronę rynku, ale zanim to zrobimy musimy coś zrobić. Kupujemy tam obwarzanki. Według mnie są bardzo dobre, aczkolwiek moja współlokatorka twierdzi, że najlepsze, naprawdę najlepsze są na AWF. Ja od siebie dodaję, że na Karmelickiej (ale nie pod Bagatelą tylko dalej) są tak samo dobre. Ale tylko po 11!

Przeciskamy się przez tłum ludzi i idziemy na rynek. Po drodze mijamy świecącego renifera, pod którym wiszą życzenia świąteczne od miasta. Idziemy dalej. Kiedy wchodzimy na Floriańską w końcu widać jakieś ozdoby świąteczne.

Nie jest ich dużo-porozwieszane od jednej do drugiej ściany światełka. Po drodze szukamy kebaba (nie to nie jest tak, że ciągle jemy-szukamy tak na przyszłość), ale wszystko jest takie drogie, że tracimy nadzieję (może polecicie dobrego kebaba w Krakowie?). Widać już kościół Mariacki, więc jesteśmy coraz bliżej rynku. Mamy nadzieję, że gdy tam dojdziemy będzie wielkie „łaał”, że Kraków nas zaskoczy i zachwyci swoim świątecznym klimatem. Niestety, jesteśmy trochę rozczarowane.

Jest choinka, jest kilka ozdób na latarniach wokół i światełka na dwóch drzewach. Na rynku odbywa się kolejny kiermasz, na scenie młode dziewczyny śpiewają kolędy, można ten klimat poczuć odrobinę mocniej.

Widzimy, że na Grodzkiej podobnie jak na Floriańskiej też są światełka, ale trochę inne. 

Wewnątrz sukiennic takie zawisły świąteczne ozdoby. Jest strasznie zimno więc powoli zaczynamy wracać do mieszkania. Wchodzimy w Szewską-tam także światełka lecz znów inny wzór.

Im bardziej oddalamy się od rynku tym mniej czujemy świąteczny klimat. Biegniemy pod teatr na tramwaj i wraz z zamknięciem drzwi kończy się jakakolwiek Bożonarodzeniowa atmosfera. Po drodze znów mijamy znikomą ilość ozdób i Kraków taki sam jak codzień. Na dodatek w tym roku w Krakowie nie było porządnego śniegu. Był raz, ale zaledwie odrobinę-stopniał szybciej niż spadł. Smutny jest ten Kraków.

Czekałam ze zrobieniem zdjęć do 10 grudnia kiedy to miały zaświecić się wszystkie ozdoby, ale powiem Wam, że się trochę zawiodłam. Może dlatego, że mam porównanie do mojego rodzinnego miasta, w którym święta można poczuć nie tylko na rynku. Dlatego obiecuję zrobić fotorelację także stamtąd.

Mimo, że Kraków trochę zawiódł i tak zawsze warto tu wpaść.

Może znacie jakiś bardziej rozświetlony punkt Krakowa? I jak wyglądają Wasze miasta w świątecznym czasie?

Dodaj komentarz