Studiuję filologię, a co potem?

Do napisania tego posta zainspirowała mnie dyskusja pod statusem jednej z blogerek na Facebooku. Blogerka-tegoroczna maturzystka chwaliła się dostaniem się na jedną z filologii obcych. Wiadomo, od razu pojawiło się mnóstwo komentarzy, że po tym nie ma pracy i tak dalej. Ktoś pytał czy nie wolała filologii angielskiej a ktoś inny ten pomysł wyśmiewał bo przecież angielski zna każdy. Jak to wszystko naprawdę wygląda?
Co do pracy to zgodzę się, że może faktycznie nie jest to (piszę o filologii angielskiej bo z tym mam najwięcej do czynienia, jest to najpopularniejsza obca filologia, a inne mniej znane mogą być bardziej poszukiwane przez pracodawców) kierunek po którym wszyscy by nas chcieli zatrudnić i kokosów po tym nie ma, ale…No właśnie zawsze jest ale. Po pierwsze niektórym się wydaje, że jest tylko jedna droga – nauczanie, a to nie prawda. Kończąc filologię i mając uprawnienia pedagogiczne można oczywiście uczyć w szkole, ale oprócz tego można być tłumaczem (dodatkowy egzamin i można zrobić tłumacza przysięgłego), można znaleźć zatrudnienie w firmie, która poszukuje specjalisty do kontaktów z obcokrajowcami itp. No i zawsze w razie czego można dorobić dawaniem korepetycji. A jeśli ktoś jest ambitny to można dorobić sobie drugi kierunek studiów, który w połączeniu z dobrym angielskim da naprawdę mocną pozycję na rynku pracy. Ja wiem, że to trochę idealistyczne podejście i zaraz na pewno znajdą się ta to jakieś kontrargumenty, ale ja jestem zdania, że jeśli się chce to można.
Znam przypadki, że osoby po filologii faktycznie nie znajdują zatrudnienia w zawodzie, ale jest też dużo osób, które w nim pracują i się spełniają. Trzeba być po prostu w tym dobrym. O samych studiach już pisałam i być może się powtórzę, ale każda filologia obca (te, które zaczyna się od zera to już w szczególności) to studnia oparte na ciężkiej pracy i systematyczności. Nie wystarczy trochę umieć angielski tylko trzeba naprawdę to lubić bo inaczej po kilku miesiącach można mieć dość.
Co do tego, że każdy umie angielski to troszkę racji w tym jest. To jest język „najpopularniejszy”, najbardziej używany, szukany i spotykany. Niemal każdy uczy się go od podstawówki, ale tak naprawdę jaki jest ten stopień nauki? Ciągle powtarza się to samo i partia nowego materiału jest tak naprawdę znikoma. Idąc na studia miałam za sobą dwanaście lat nauki języka, w tym pięć również prywatnie, i byłam na poziomie średnio-zaawansowanym. Uważam, że jak na tyle lat to jest dość słaby wynik i gdyby nie prywatne lekcje to na pewno byłoby jeszcze gorzej. Jak widać, język zna każdy, ale w jakim stopniu? To, że się umie coś tam powiedzieć to nie znaczy, że będzie to na tyle komunikatywny stopień by użyć go w pracy. I owszem jeśli naszym głównym zainteresowaniem nie jest angielski to lepiej zrobić certyfikat językowy niż męczyć się na filologii, gdzie oprócz języka jest jeszcze kultura, historia i masa innych rzeczy, ale nie można porównywać wiedzy absolwenta filologii i wiedzy kogoś po zwykłym egzaminie językowym! Jestem dopiero po pierwszym roku, ale już się przekonałam, że jest masa rzeczy, których nie uczą w szkołach jak chociażby fonetyka, którą pokazuję Wam w cyklu mów jak native speaker.
Nigdy nie kwestionuję czyichś wyborów jeśli chodzi o studia. Tak już jest, że jedni idą na kierunki po których praca jest niemalże pewna a inni wybierają kierunki po których praca jest wątpliwa. Do tej pory myślałam, że stwierdzenie, żeby iść na studia, które mnie interesują to tylko taki utarty slogan w dzisiejszych czasach gdy praca ma sprawiać przyjemność. Ale teraz się z tym zgadzam! Jestem raczej humanistką, ale nie wyobrażam sobie siebie na przykład na prawie. Dlaczego? Po prostu mnie to kompletnie nie interesuje, a to automatycznie sprawia, że trudniej jest mi się tego nauczyć. W rodzinie oczywiście zawsze trafią się ciocie dobre rady, jedna z nich radziła mi iść na przykład na ekonomię. W moim przypadku to już naprawdę byłoby śmiechu warte i pewnie wyleciałabym przed pierwszą sesją.
Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że Wasze studia są gorsze i jeśli to jest Waszym marzeniem to próbujcie bo jeśli wybierzecie kierunek, który chce dla Was mama/tata/ciocia/stryjek to musicie pamiętać, że to przede wszystkim Wy się tam będziecie męczyć a nie oni.

Dodaj komentarz