Szybki i zdrowy studencki obiad

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy studencki rok obiadów nie gotowałam prawie wcale. Przywoziłam z domu duże ilości jedzenia do zamrożenia bądź zapakowanego w słoiki. Trochę było to monotonne jedzenie, nie powiem 😉 Bywało, że wraz z moją współlokatorką jadłyśmy naprawdę dziwne rzeczy jak na przykład pierogi ruskie z bigosem. Gotowałam praktycznie wtedy gdy albo skończyło mi się przywiezione jedzenie, albo miałam na coś dużą ochotę. Nie mogę powiedzieć, że od kolejnego roku będę już tylko gotować, bo nie wiem ile będę mieć czasu. Mimo to chciałabym jednak jeść więcej obiadów takich jak na przykład ten, więc będę się starać gotować częściej. Przepis naprawdę studencki szybki, tani (tak naprawdę mimo tuńczyka i oliwek) i przede wszystkim pyszny i zdrowy. Trochę przymknijcie oko na jakość zdjęcia (nie wiedziałam, że będzie takie dobre więc nie planowałam nic oprócz wrzucenia tego na Instagrama) i na makaron, przeważnie jem ciemny, ale tak wyszło, że go nie miałam 😉 Przepis podawałam już na Instagramie, ale że wiele osób pewnie może nie ma tam konta lub mnie nie podgląda (zapraszam do tego!) to dam przepis także tutaj.
Składniki (porcja dla 1 osoby) :
  • ok. łyżka oliwy
  • ząbek czosnku
  • pół małej lub ćwiartka dużej cebuli
  • 1 pomidor
  • kremowy serek naturalny (taki kanapkowy w kubeczku a’la Almette)
  • łyżka ketchupu
  • pół puszki tuńczyka
  • kilka oliwek
  • przyprawy (u mnie pieprz, gałka muszkatołowa, słodka papryka, zioła prowansalskie, tymianek)
  • makaron (najlepiej pełnoziarnisty ;)), nie potrafię powiedzieć ile bo zawsze gotuję na oko,

Przygotowanie jest bardzo proste. Na oliwie podsmażamy czosnek i cebulę. Jak już się zeszklą dodajemy pokrojonego pomidora i przyprawy. Dusimy aż pomidor zmięknie i dodajemy ketchup ( dzięki za ten trik Nadine ) i serek (dzięki temu sos będzie bardziej kremowy). Na końcu na chwilkę dodajemy tuńczyka i pokrojone oliwki. Podajemy razem z makaronem. Prawda, że proste?

Teraz zróbmy małą kalkulację. Żadnej z rzeczy wykorzystanej w przepisie nie używamy całej, więc jej cena dzieli się  na kika(naście) użyć. Najwięcej wyjdzie za połowę tuńczyka – ok. 2.50, resztę można wykorzystać na kolację/śniadanie lub obiad na drugi dzień. Oliwki stosunkowo najdroższe z przepisu też nie będą kosztować wiele – kupiłam ostatnio słoik oliwek, a że u mnie w domu prawie nikt oliwek nie lubi to jem je sama. Słoik w zaokrągleniu kosztował ok 4 zł a wystarczyło mi ich na pizzę i jeszcze co najmniej 5 innych posiłków, więc możemy policzyć, że koszt oliwek w tej potrawie wynosi ok 60 groszy. Tak samo z innymi składnikami, łyżeczka serka, ketchupu czy szczypta przypraw to kwestia groszy. W dużymzaokrągleniu wyszło mi 6.60, a więc cena oscyluje w okolicach 5 zł, co jeśli chodzi o cenę za obiad to naprawdę nie dużo. Wątpię, że gdzieś na mieście można zjeść obiad w takiej cenie (oczywiście pomijając fast foody).
Mimo, że na pierwszy rzut oka obiad nie wygląda na studencką cenę to po takim rozliczeniu naprawdę wychodzi nie wiele. Są ludzie, którzy twierdzą, że nie da się jeść zdrowo i tanio, ale ja jestem zdania, że jeśli się chce to można, kwestia odpowiedniego rozplanowania posiłków 🙂
Przepis wypróbowałam ja i polecam. Z drobnymi modyfikacjami wypróbowała także Lifemanagerka i też poleca, więc to musi być naprawdę dobre, spróbujcie 🙂

Dodaj komentarz