W czym notować na studiach?

Na tamtych wakacjach przygotowywałam się do pójścia na studia. Były to inne przygotowania niż te przed kolejnym rokiem szkolnym, brakowało mi szczególnie kupowania „wyprawki” podczas, której zawsze obiecywałam sobie, że w tym roku będę się uczyć pilniej… 😉 Szukałam informacji w czym notować na studiach, trochę mnie przerażało „nieznane”. Był post z zebranymi notatkowymi inspiracjami od innych blogerek, a teraz po roku studiowania sama mogę się z Wami podzielić moimi doświadczeniami jak sobie zorganizować notatki na studiach. Po wynikach wyszukiwania stwierdzam, że ten temat jest teraz bardzo na czasie i wielu z Was szuka tego posta, więc ty razem będzie organizacja po mojemu.
Jak widzicie po tamtych postach (i zobaczycie po tym) każdy ma swój sposób na organizację i Wy musicie wypracować swój, szczególnie jeśli w tym roku zaczynacie. Mimo to dzięki tym postom możecie wypróbować różne metody i sami się przekonacie co Wam odpowiada a co nie.
KARTKI CZY ZESZYT?

W tamtym roku nie kupiłam chyba ani jednego zeszytu. Kupiłam za to kilka segregatorów, teczki i plik kartek. Segregatory nie sprawdziły się zupełnie – za ciężkie, nie mieszczące się w torebce, może przynajmniej przydadzą się przy organizacji rocznej. Teczek (jednej) używałam przez jakiś czas, właściwie dopóki korzystałam z pojedynczych kartek. Swoją drogą trochę kiepskie te teczki (takie jakby kopertówki) słabe są, po niecałym semestrze wyglądała strasznie. Kartki też szybko porzuciłam. Doszłam do wniosku, że denerwują mnie wszędzie latające kartki, lubię mieć wszystko uporządkowane, a ilość kserówek (uroki studiów filologicznych) jaką dostawałam ciągle powiększała zasoby kartek i wszystko mieszało się razem. Jednym słowem tragedia.

Niektórzy korzystają też z laptopów i tam robią i przechowują swoje notatki. Ja w tej kwestii jestem kompletnie staroświecka i to się u mnie nie sprawdza. Wolę uczyć się z „napisanego” niż z „wydrukowanego”. Nawet za kserówkami nie przepadam 😉

Jak zorganizowałam sobie notatki? Do każdego przedmiotu z którego miałam ćwiczenia (czyli 90% moich zajęć) miałam zeszyt (zazwyczaj duży) i skoroszyt na kserówki. Na przedmioty całoroczne w kilku przypadkach potrzeba było dwóch skoroszytów 😉 Kserówek na zajęcia nie nosiłam, ewentualnie te potrzebne wkładałam w zeszyt. Możecie stwierdzić, że to za dużo noszenia, ale jak praktycznie zawsze miałam maksymalnie trzy zajęcia dziennie więc nie ucierpiałam na tym za bardzo. Z przedmiotów wykładowych w pierwszym semestrze korzystałam z kartek, ale stwierdziłam, że to beznadziejne wyjście i w drugim zapisywałam wszystko w zeszycie. Tak było najlepiej. Jedynym moim problemem było nie nadążanie z pisaniem. Moje notatki „na brudno” wyglądały tak, że sama często się z nich nie mogłam doczytać. Siłą rzeczy przepisywałam wszystko potem jeszcze raz ładnie. Takie mam skrzywienie, żeby dobrze mi się uczyło muszę mieć napisane wszystko ładnie 😉 Na to muszę jeszcze znaleźć sposób, ewentualnie mieć nadzieję, że kolejni wykładowcy nie będą przewijać slajdów z prędkością światła.

KOLOR, KOLOR, KOLOR

Jestem typowym wzrokowcem, dlatego w moich notatkach muszę mieć dużo zaznaczeń, szczególnie kolorowych. Jeden z moich zeszytów jest baardzo kolorowy – najpierw zaznaczałam przy pisaniu pojęcia, jakieś główne hasła, nagłówki itp, a potem podczas nauki zaznaczyłam jeszcze pięć razy tyle – możecie sobie to wyobrazić… 🙂 Jeśli Wy też lubicie zaznaczać niezbędne będą kolorowe zakreślacze długopisy, kolorowe karteczki samoprzylepne, małe nalepki jako znaczniki. Jeśli chodzi o zakreślacze i długopisy to nie ma sensu wybierać tych najdroższych i tak się wypiszą i tak, a jeśli potrzeba Wam dużo koloru to zużyjecie je w ilości hurtowej. Karteczek (szczególnie tych małych znaczników) zawsze było mi szkoda używać (bo takie ładne), ale w czasie sesji letniej w końcu zaczęłam ich używać i pomagają bardzo.
 
KSIĄŻKA KUPOWANA, KSEROWANA CZY WYPOŻYCZANA?
Jak dla mnie bez dyskusji najlepsza książka własna. Z takiej się najlepiej uczy. Mimo wszystko gdybym miała kupić każdą książkę z której korzystałam chyba dawno bym zbankrutowała, w szczególności dlatego, że książki językowe są drogie. Z wypożyczanej uczyło mi się kiepsko bo ani tu coś napisać ani zaznaczyć a poza tym większość książek, których potrzebowałam było w bibliotece w niewielu egzemplarzach więc nie można było długo trzymać. Z tych powodów w ciągu roku w punktach ksero zostawiłam sporą sumę, wolę nie liczyć ile 😉 Z każdej książki w mniejszym lub w większym stopniu korzystałam i myślę, że mogą się przydać.
O ile organizację podczas roku już sobie w miarę wypracowałam, tak nad organizacją roczną muszę jeszcze trochę popracować. Nie wyobrażam sobie tego stosu książek i zeszytów w nowym mieszkaniu, będzie nowy 😉 Myślę, że przydadzą się wspomniane na początku segregatory i inne rzeczy ułatwiające organizację.
Jeśli jesteście początkującymi studentami to oprócz tego wszystkiego mam jeszcze kilka rad:
  • Jeśli macie taką możliwość to warto zaopatrzyć się w mieszkaniu w drukarkę. Często (przynajmniej u mnie) trzeba coś wydrukować, skserować a drukarka własna to zawsze mniejszy wydatek niż robienie to nawet w najtańszym punkcie ksero (jeśli mieszkacie w kilka osób można złożyć się na papier i od razu wychodzi taniej). Taki mały przykład z życia : Pewnego razu zepsuła mi się drukarka i na poniedziałek musiałam wydrukować standardową ilość rzeczy (w poniedziałki miałam dużo zajęć, zazwyczaj było dużo do wydrukowania) i w punkcie ksero zapłaciłam prawie 5 zł. Teraz policzcie wszystkie poniedziałki i wnioski nasuwają się same.
  • Znajdźcie najtańszy punkt ksero. Oprócz drukowania może trzeba będzie skserować całą książkę, a wtedy średnio opłaca się siedzieć pół dnia z książką i robić to na własną rękę. Przy szukaniu punktu ksera patrzcie dokładnie na cenę bo czasem jest wielki szyld typu „7 groszy na stronę” a potem się okazuje, że faktycznie tak jest, ale na przykład od 1000 kopii. Trzeba zajrzeć wszędzie bo a nuż się okaże, że za rogiem jest taniej.

Wszystkim początkującym studentom polecam także inne studenckie posty.
Najlepiej jeśli sami przekonacie się co Wam najlepiej odpowiada, podzielcie się swoimi pomysłami na organizację 🙂

1 komentarz

  1. Wiem, że post został opublikowany dość dawno, ale i tak się wypowiem. 😉
    U mnie zeszyty(A4) się nie sprawdziły (nawet jeśli tak jak ty, nie miałam wiele zajęć w jednym dniu); po wrzuceniu do torebki ich oraz reszty rzeczy (np. butelki wody czy piórnika), torba jednak swoje ważyła i dźwiganie jej stało się uciążliwe, dlatego po pierwszym roku przerzuciłam się na kartki w kratkę A4 i foliowe koszulki. A jeśli zaś chodzi o kserówki ja nie miałam innego wyjścia niż drukowania ich na wydziałowym kserze; tam zostawiali je wykładowcy i stamtąd trzebabyło je drukować. Ale kolory to naprawdę dobra opcja, naprawdę polecam :D. Oprócz nich stosuję dodakowo strzałki, ramki i jakieś inne wyróżnienia, byle tylko skupiały na sobie uwagę.

Dodaj komentarz