Ostatni dzień lata

Jakiś czas temu na jednym z czytelniczych portali zobaczyłam książkę „Długi wrześniowy weekend”. Pomyślałam wtedy, że bardzo chciałabym ją przeczytać, ale ciągle było coś innego i tak było aż wyleciała mi z głowy. Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki na początku nie skojarzyłam, że chodzi o TĄ książkę bo to nowe wydanie i ze zmienionym tytułem. Historia wydawała mi się podobna, a gdy przeczytałam, że na jej podstawie nakręcono film o pierwotnym tytule książki, wiedziałam, że na pewno ją przeczytam. I przyznaję się szczerze, że po raz pierwszy tak bardzo cieszę się, że to książka do recenzji. Ale o tym troszkę później 😉
„Ostatni dzień lata” to historia inna niż wszystkie, więc to ogromny plus, właśnie dzięki tej swojej oryginalności zaintrygowała mnie od początku. Opowiada o samotnej matce i jej nastoletnim synu, a także o zbiegu z więzienia, którego przygarniają podczas wizyty w supermarkecie. Ich świat zmienia się wtedy całkowiecie…
Z początku nie mogłam wciągnąć się w czytanie bo po prostu nie rozumiałam bohaterów. 13-letni Henry, który jest narratorem wydał mi się strasznie naiwny jak na swój wiek. Swoją matkę, a także wszystko wokół przedstawiał w taki sposób, że nie czułam ani krzty sympatii do nich. A gdy doszło do momentu w którym zabierają ze sobą więźnia, to już w ogóle nie mogłam zrozumieć motywu ich postępowania. Ale potem całe moje postrzeganie tej książki się zmieniło…
I dlatego gdyby nie to, że musiałam napisać Wam o tej książce bo sama się do tego zobowiązałam to nie wiem czy doczytałabym ją do końca. Na szczęście nie rzuciłam jej w kąt. Potem zrozumiałam, że to książka o ludziach spragnionych miłości. Matka, syn i obcy im człowiek. Każde z nich czerpało co innego. Młody Henry miał męski autorytet, a jego matka miłość i czułość. Wtedy zrozumiałam, że ona nie była niesympatyczna ani naiwna, tylko przygnębiona i potrzebująca miłości. Tutaj porusza się każda struna ludzkich emocji. Miłość przeplata się z obojętnością, odrzucenie z pragnieniem bycia potrzebnym, świat nastolatka poznającego siebie i świat dorosłych, którzy poznają siebie od nowa. Strach, ucieczka, tęsknota, zafascynowanie.
Także były więzień Frank opowiada swoją historię, które jest dowodem panującej na świecie niesprawiedliwości i pochopnego oceniania człowieka. Udowadnia, że nie zawsze należy wierzyć mediom, a czasem z niemalże niewinnego człowieka robi się bestię.
Ta książka to też spojrzenie na świat oczami dorastającego chłopca. To także było dla mnie interesujące, bo mogłam poznać jak wygląda świat z drugiej strony i przypomnieć sobie jak ja go postrzegałam w wieku Henrego.
Uważam, że potrzeba wielkiej dojrzałości by zrozumieć o co chodzi w tej książce i dostrzec to co autorka chciała przekazać, bo inaczej może ona zostać odebrana tak jak ja postrzegałam ją na początku. Teraz, końcówka lata to idealna pora by przeczytać tą książkę. Pomyśleć, zrozumieć i docenić to co mamy.

Dodaj komentarz