Czy warto wyjechać na studia?

Do tegorocznych egzaminów maturalnych zostało już mniej niż 100 dni, więc pewnie duża część maturzystów staje przed dylematem : wyjechać czy zostać? Ale to nie jest wpis tylko dla nich, bo liczę, że Wy także dorzucicie coś ze swojego doświadczenia. Ale zacznijmy od początku 🙂
Studiuję już drugi rok w mieście oddalonym o ok. 150 km od mojego rodzinnego miasta. Mogłam zostać w domu bo kierunek, który studiuję był także na tym uniwersytecie w moim mieście, ale wyjechałam bo chciałam, a nie dlatego, że musiałam. Są sytuacje w których wyjazd jest jedyną możliwą opcją bo na przykład wymarzony kierunek jest tylko tam, tylko tam się dostało, nie pozwala na to sytuacja finansowa albo po prostu mieszka się w małym miasteczku z którego trudno (lub w ogóle jest to niemożliwe) dojeżdżać na zajęcia codziennie. Dla mnie wyjazd nie był taką oczywistością i wcale nie planowałam go od początku, a właściwie zaczęłam myśleć o tym dopiero po maturze. Nie była to też szybka decyzja, rozważałam wszystkie plusy i minusy. Jedni doradzali inni odradzali. Napiszę Wam o tym jak to wygląda z mojej perspektywy, ale jeśli macie coś do dodania to nie wahajcie się o tym napisać w komentarzu 🙂
Plusy wyjazdu na studia:
+ Większa samodzielność i poznanie siebie – nieważne czy jedziecie 100 czy 500 kilometrów od domu, ale na pewno wyjazd daje większą samodzielność. Wszystko trzeba załatwić i ze wszystkim poradzić samemu. Jak się zapomni kupić bułki na śniadanie to trudno będzie się głodować. I takich przykładów można wymieniać mnóstwo od tych zupełnie błahe po te poważniejsze. Jest to także szansa na lepsze poznanie swoich zalet i wad. Ja na przykład już wiem, że często zostawiam coś na ostatnią chwilę, a przed egzaminem zdarza mi się nastawić trzy budziki w obawie przed zaspaniem 😉
+ Docenianie powrotów – każdy weekendowy powrót (nie mówiąc już o jakimś dłuższym na przykład na święta) doceniam bardziej. Miło jest spotkać się z tymi, których nie widzimy na co dzień, docenia się wtedy każdą chwilę. I działa to też w drugą stronę – wszyscy cieszą się bardziej, że Cię widzą niż gdyby przebywali z Tobą codziennie 😉
+ Poznanie życia i innego miejsca – niektórzy kompletnie zmieniają swój tryb życia i wtedy faktycznie można powiedzieć, że po wyjeździe prowadzą „inne życie” 😉 ale nawet jeśli nie zmieniamy się nagle w typowego studenta to wyjazd uczy pewnych rzeczy. Trzeba na przykład nauczyć się umiejętnego gospodarowania pieniędzmi. To także świetna okazja, żeby poznać inne miejsce. Mimo, że moje rodzinne miasto nie należy do najmniejszych to życie w jednym a w drugim trochę się różni. Studiując w mieście, które jest wielką turystyczną atrakcją mogę powiedzieć znajomym, którzy chcą je odwiedzić gdzie iść na kawę, gdzie zjeść najlepszą pizzę i jak najszybciej dostać się z jednego punktu do drugiego. To także wiele nowych wspomnień, które łączą się z danym miejscem.
+ Więcej możliwości – większe miasta oferują dużo więcej możliwości zarówno rozwoju jak i rozrywki 😉 Warto z tego korzystać jeśli tylko ma się możliwość.
Minusy:
– Tęsknota – są tacy, którzy nie tęsknią w ogóle, inni tęsknią za rodzicami, jeszcze inni za znajomymi, a niektórzy tak jak ja za drugą połówką. To co było właśnie dla mnie największym minusem to fakt, że zostawiam chłopaka. Jedni mówią, że związek na odległość nie ma szans, ale znam pary, którym się to udało bądź udaje i mają się dobrze. My póki co też 😉 Na początku może być ciężko, może będzie się trudno przestawić, ale z czasem do wszystkiego da się przyzwyczaić. Dużo łatwiej jeśli nie wyjeżdża się do obcego miasta samemu.
– Załatwianie spaw na odległość – czasem jak wyjeżdża się na ferie czy inne przerwy zdarza się, że trzeba załatwić coś na uczelni. O ile ja jeszcze tak wielkiego problemu z tym nie mam, bo w sytuacji awaryjnej mogę wsiąść w busa i za 2 godziny być na miejscu tak niektórzy mogą mieć z tym problem. Ja sama doświadczyłam tego w tamtym roku na feriach gdy musiałam zaliczyć jeden przedmiot. Pojechałam, napisałam, wyniki miały być na mailu więc w ten sam dzień wróciłam do domu bo tam i tak nie miałam co robić. Po całym dniu wyczekiwania na maila okazało się, że wykładowca nie ma mojego maila, wyniki zostały na uczelni więc będzie mógł mi powiedzieć dopiero za dwa dni jak tam będzie. Tak się złożyło, że to „za dwa dni” było także ostatnim terminem na zaliczenie gdyby tym razem powinęła mi się noga, więc tak czy tak musiałam znów jechać. Na szczęście tylko po to, żeby dowiedzieć się, że zaliczyłam. Była też sytuacja, że o dacie jednego terminu egzaminu dowiedzieliśmy się dzień przed i to po południu. Będąc na miejscu nie ma problemu z takimi sytuacjami, ale hmm czy to jest aż tak duży minus, żeby wszystko temu poświęcać?
W moim końcowym rozrachunku plusów jest zdecydowanie więcej i drugi raz pewnie podjęłabym taką samą decyzję. To czy warto wyjechać każdy z Was musi ocenić i zdecydować sam, ale według mnie taki wyjazd dużo daje i uczy.

Dodaj komentarz