Warszawo, lubię Cię!

Pochodzę z miasta z niespełna 200 tys. mieszkańców, gdzie podróż z jednego końca na drugi nie zajmuje godziny, a niektórzy uważają je za daleki koniec świata. Studiuję w mieście przynajmniej trzy razy większym pod względem ludności, gdzie jedna większa dzielnica mogłaby pomieścić całe moje rodzinne miasto, a podróż do centrum zajmuje mi więcej niż przejechanie ponad połowy mojego miasta. Co jakiś czas bywam w mieście, które mogłoby pomieścić prawie dwa miasta takie jak to w którym studiuję. To ostatnie to oczywiście Warszawa.

To już trochę taka coroczna tradycja odwiedzenia Warszawy na wakacjach. Zawsze z jakimś pretekstem (najczęściej jest to fajny koncert), ale o dzień lub dwa dłużej niż trzeba. Po to by kolejny raz skręcić w złe wejście do metra, po to by pojechać prosto przed siebie i wylądować w zupełnie obcym miejscu, ale za to z ładnym otoczeniem, po to by wypić kawę na starówce i napawać się atmosferą tego miasta. Bo tutaj czas płynie inaczej, nikogo nie zdziwi Twój dziwny ubiór, bo nie takie rzeczy już tutaj widzieli. I tylko Twój portfel ucierpi gdy okaże się ze za jedno piwo smakowe wypite na starówce zapłacisz prawie tyle ile kosztowałby pięciopak takich piw w sklepie.

Może to dlatego, że znam to miejsce tylko z weekendowego wakacyjnego pobytu, ale uważam, że takiej atmosfery nie ma nigdzie indziej. Wspomniane wcześniej miasto w którym studiuję również tętni życiem, turystów tam nie brakuje, a na ulicy częściej słychać angielski czy hiszpański niż polski a jednak to nie to samo.  Może gdybym tam zamieszkała, to urok stolicy też by mi spowszedniał, więc może lepiej porzucić marzenia o mieszkaniu w miłej dzielnicy stolicy i zostawić Warszawę na weekend, na wakacje, żeby pozostał jej urok. Warszawo, lubię Cię. Warszawo, nie zmieniaj się w moich oczach!

Dodaj komentarz