Slow fashion? To nie dla mnie!

Tak mogłam powiedzieć jeszcze jakiś czas temu. Kupowałam co popadnie, z myślą „przyda się”, „przerobi się”, „schudnie się” i tak dalej. Każda z nas to przecież zna! I tak szafa była pełna a ja nie miałam się w co ubrać. Ratunkiem były kolejne zakupy i tak zamyka się błędne koło. Teraz zmieniam swoje myślenie o tym, a wszystko za sprawą książki Slow fashionautorstwa autorki bloga Styledigger. Zacznę od tego, że nie miałam w planie kupić tej książki. Jednak gdy zaczęła mnie bombardować ze wszystkich stron na Instagramie i coraz to kolejne dziewczyny pokazywały nie tylko książkę, a także przemianę szafy do jakiej skłoniła ich ta pozycja nie zastanawiałam się długo i kupiłam książkę. Przeczytałam ją błyskawicznie między egzaminami (jedyna taka książka!) i mnie także skłoniła do pewnych przemyśleń.
Nigdy nie zwracałam uwagi na to z czego wykonane są ubrania, które noszę. Albo  się trzymały długo i fajnie układały albo nie, nigdy nie przyszło mi do głowy, że to może być związane z tym z czego zostały zrobione. Fajnie, że Asia zamieściła w książce krótki poradnik po tkaninach bo ja w tym temacie byłam zupełnie zielona. I tak w czasie wielkich porządków w szafie przejrzałam kilka ubrań tych lepszych i gorszych. Okazało się, że fakt sporo w niej poliestru, ale są też rzeczy z nieco lepszych materiałów. Wciąż niestety jestem daleka od przedkładania jakości nad ilość, ale bardziej zaczęłam zwracać uwagę na to z czego wykonana jest dana rzecz.
Dopadło mnie także wielkie sprzątanie w szafie. Na wakacje wróciłam do domu i w końcu pozbyłam się z szafy tych wszystkich ciuchów, które wisiały tam nie używane. Nic z nimi nie robiłam bo przecież i tak w czasie roku akademickiego zdecydowaną większość ubrań mam ze sobą, a w czasie pobytów w domu często nawet nie otwierałam szafy bo nie opłacało się wypakowywać walizki na dwa dni, więc te ubrania sobie tak wisiały i wisiały. Jestem sentymentalna i wciąż nie udało mi się pozbyć absolutnie wszystkiego czego nie używam, ale może przyjdzie to z czasem. Wraz z pozbyciem się ciuchów zrobiłam w szafie wielki porządek. I utrzymuje się taki już prawie od miesiąca, co w moim wykonaniu jest naprawdę sukcesem. Bardzo przyjemnie jest patrzeć na tak poukładane ubrania, planuję przenieść to także na moją szafę w studenckim mieszkaniu.
Chyba najważniejszym punktem było uświadomienie sobie, że nie każda rzecz, która mi się podoba, powinna się znaleźć w mojej szafie. Przykładowo ostatnio widziałam dziewczynę w spódniczce, która bardzo mi się spodobała. Pierwsza myśl ze starych nawyków – ciekawe gdzie ją kupiła. Druga myśl z nowych nawyków – co z mojej szafy pasowałoby do tej spódnicy. I tu stwierdziłam, że pasowałaby może jedna czy dwie bluzki, nawet w tym samym kolorze. Teraz nawet nie pamiętam jak ta spódnica wyglądała. I staram się robić teraz tak za każdym razem gdy zobaczę coś co mi się podoba. To jest naprawdę dobry sposób by kupować mniej i tylko to czego faktycznie się potrzebuje. Dobrze też, że Asia uświadamia, że to nie wstyd założyć ten sam strój w krótkim odstępie czasu.
Dzięki tej książce powoli zmieniam myślenie o zakupach, o tym co i jak noszę. Ubraniową minimalistką raczej nie zostanę, ale nie przeszkadza to w organizowaniu swojej szafy bardziej świadomie. Książka zahacza też ogólnie o temat slow life, bo trudno podnieść jakość życia tylko w jednej sferze. Ale to już temat na inny post!

Dodaj komentarz